Świadectwo Łukasz


Świadectwo Łukasza

Pewnej niedzieli po Mszy Świętej, podeszła do mnie starsza kobieta i narobiła mi ogromnego wstydu przy kolegach. Nie była wylewna w swej mowie, powiedziała krótko:„kto staje daleko od ołtarza, w późniejszym czasie jest przy nim najbliżej”.

Nie musiała nic więcej dodawać, faktycznie tej niedzieli nie poszedłem służyć jako ministrant a stanąłem przy drzwiach wyjściowych Kościoła. Zastanawiałem się dlaczego, tylko mi to powiedziała? Przecież stało nas tam chyba z dziesięciu.

Dziś z tej całej grupy, stojących przed Kościołem, to właśnie ja, piszę świadectwo o powołaniu.

Śmieszne ale prawdziwe. Czyżbym sprowokował Pana Boga?

Wielokrotnie zastanawiałem się dlaczego właśnie mnie wybrał? Odpowiedzi szukam po dziś dzień. Nigdy nie stwarzałem nawet pozoru „świętego człowieka”, zawsze było mnie wszędzie pełno. Rodzice nie zdążyli nawet się odwrócić a ja już nabroiłem w drugiej części domu. Moja niezmierzona energia, w połączeniu z intensywnością szalonych pomysłów nie znała granic, jednak moi kochani rodzice zawsze dawali sobie ze mną radę. Podziwiam ich za to, mimo kar na , które „czasem” zasłużyłem, byli zawsze prawdziwymi przyjaciółmi i do dziś, wiem że, na nich zawsze mogę liczyć. Właśnie dzięki rodzicom poznałem Boga, to oni uczyli mnie modlitwy, zabierali ze sobą, do Kościoła i w bardzo prosty ale jakże zrozumiały sposób ukazywali potrzebę Boga w życiu każdego człowieka.

Historię mojego powołania, bardzo dobrze ilustruje obrazek stojącego cierpliwie Jezusa, przed drzwiami, które nie mają klamki z zewnątrz. Otworzyć je może tylko, gospodarz domu.

Długo uciekałem przed Jezusem, nie dowierzałem że, to właśnie mnie woła. Po maturze podjąłem pracę, zapisałem się na zaoczne studium administracji, po pewnym czasie wyjechałem także do Niemiec do pracy. Pracując w ogrodzie różanym, miałem wiele czasu na przemyślenia, byłem tam zupełnie sam-bez dziewczyny, bez kolegów, bez dyskotek.

Monotonia tego miejsca przywoływała wspomnienia te dobre i te złe, uświadomiłem sobie że to wszystko przeminie, rozpryśnie się moje życie, stracę wszystko i co wtedy?

Stanę przed Bogiem i co mu powiem? Jak wykorzystałem ten wielki dar jakim jest moje życie? Niczym nie usprawiedliwię swojej pychy , hedonistycznego trybu życia, łakomstwa.

Zapragnąłem żyć tak , aby w momencie, kiedy stanę przed Trójjedynym Bogiem uśmiechnął się do mnie, jak Dobry Ojciec przytulił do siebie z miłością mówiąc: iż jest ze mnie dumny.

Drzwi „mojego domu” zacząłem delikatnie uchylać, wtedy zrozumiałem że to, ja bardzo potrzebuję Jezusa a nie On mnie.

Mimo moich słabości i wątpliwości- Jezus jest przy mnie, był zawsze tylko ja zazwyczaj tego nie dostrzegałem. Jego ogromna miłość do mnie zaprowadziła mnie do Werbistów.

Dziś wiem że nie ma przypadków w życiu, nie przypadkiem ta starsza pani zwróciła mi uwagę. Jezusowi też pewnie nie było po drodze że zatrzymał się właśnie pod moimi drzwiami, nie licząc ile przykrości mu uczyniłem kiedy On tam cierpliwie czekał z wyciągniętą pomocną dłonią. Przypadkiem nie jest też fakt że trafiłem do Werbistów. Boża ekonomia często jest dla nas nie zrozumiała ale przepełniona ogromną miłością.

Łukasz SVD